Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

Janówka ( gmina Lubitów, pow. Kowel ) to wieś położona najbliżej Zasmyk, do Zasmyckiego kościoła wiodła  doskonała ścieżka, można powiedzieć, że droga tak szeroka, że w razie potrzeby nawet furmanki, a w zimie sanie, mogły tamtędy z powodzeniem przejeżdżać. Sama wieś  liczyła ponad 40 gospodarstw, w tym jedynie dwa ukraińskie oraz sześć niemieckich. Po wybuchu II wojny światowej Niemcy w ramach umowy niemiecko- radzieckiej wyjechali do Rzeszy, prawdopodobnie do Wielkopolski. Ukraińcy natomiast opuścili swoje gospodarstwa z chwilą zaostrzenia się stosunków polsko- ukraińskich w 1943 r., przenosząc się do wsi ukraińskich.  Domy Janówki, stały w miarę, blisko siebie co sprawiało, że wszyscy współżyli ze sobą jak w prawdziwej rodzinie, lubili się i szanowali.  Janówka była jednym wielkim sadem owocowym, a domy tonęły morzu kwiatów z przydomowych ogródków. Poza tym wioska tonęła w zieleni olchowego lasu; poczynając od połowy wsi w kierunku zachodnim szumiały naokoło stare olchy, z domieszką brzóz, gdzieniegdzie dębów lub jesionów. I taki krajobraz ciągnął się aż do jeziora Romankiewiczów i dalej po krańce  niewielkiej wioski Batyń.

 Samoobrona  Janówki według relacji jej mieszkańców pojawiła się( ujawniła) po 13 lipca 1943 r. Do tego czasu tylko niewielka grupa osób  była zorientowana o istnieniu grupy konspiracyjnej ZWZ-AK na terenie nie tylko Janówki, ale i w sąsiednich Zasmykach. Już 12 lipca pojawili się na tym terenie uciekinierzy z Kisielina i innych wiosek, gdzie bulbowcy ( tak utarło się określać bandy ukraińskie na Wołyniu), dokonali potwornych mordów. Gdy13 lipca do Zasmyk wjechała kawalkada wozów w otoczeniu uzbrojonego oddziału z kol. Radowicze, pod dowództwem ppor.  Henryka Nadratowskiego ps. "Znicz", to po drodze dwa wozy skręciły na Janówkę. To rodzina Romankiewiczów dotychczas zamieszkał w Radowiczach, wsi o zdecydowanej większości ukraińskich mieszkańców, wróciła do rodzinnego gniazda, położonego nad jeziorem. To oni  przywieźli wieści nie tylko o mordach Kisielinie, ale i innych wsiach. Wiadomości te dostarczył do domu Leśniewskich, gdzie był konspiracyjny punkt kontaktowy, Ożarowski z Nyr.  Wieści te, zaważyły na decyzji "Znicza" o wymarszu  kolumny 8 wozów i 11  uzbrojonych kawalerzystów, w biały dzień  przez ukraińskie wsie  Tahaczyn i Piórkowicze  wśród zaskoczonych ukraińskich mieszkańców. Zaskoczenie wynikało z faktu, że do tamtego czasu Ukraińcy nie mieli pojęcia o istnieniu jakiegokolwiek zbrojnego oddziału polskiego. W tym miejscu należy powiedzieć, że ujawnienie się  "Grupy Radowickiej" ( tak od tej pory o nich mówiono), zaskoczyło również i polskich mieszkańców Zasmyk. Nie wszyscy uważali, że pokaz siły uspokoi ukraińskie zapędy, może lepiej ich nie drażnić, mówili. Jednak zdecydowana większość mieszkańców Zasmyk, dzięki między innymi zdecydowanemu stanowisku proboszcza ks. Michała Żukowskiego, opowiedziała się za utworzeniem samoobrony i to było impulsem dla innych  polskich wsi w okolicy.  Samoobrona na Janówce powstała dość szybko i sprawnie chociaż początkowo była nieliczna, bo opierała się głównie na członkach niedużej  grupy konspiracyjnej. Z uzbrojeniem jednak było nie najlepiej, chociaż prawie każdy posiadał karabin, to jednak w większości były to stare egzemplarze z małą ilością amunicji, o ile  na polowanie wystarczało to do walki raczej było stanowczo za mało. Od tego momentu ludzie, nie tylko z samoobrony, zaczęli poszukiwać możliwości jej zakupu, za wszelką cenę. Jedni kupowali od sąsiadów co zachomikowali broń z września lub po ucieczce Sowietów w 1941 r., inni kupowali od Niemców, Ślązaków, Węgrów, a nawet  zdarzały się przypadki zakupu od samych Ukraińców. Płacono nie tyle  pieniędzmi, co mięsem i samogonem, a często złotem. Ponieważ przez Kowel, a ściślej, a ściślej przez kowelski węzeł kolejowy odbywała się duża rotacja wojska niemieckiego ( w tym Węgrzy, Rumuni, Włosi ), toteż kwitł handel wymienny, jak wszędzie na świecie w takich sytuacjach bywa. W Kowlu mieszkał  żonaty syn  Józefa Burczaka z Janówki, Gienek, który razem z Heńkiem Katą ( z Bud Ossowskich), oraz z grupą młodych ludzi z Kowla, zajął się miedzy innymi handlem bronią, dostarczając ją na Janówkę zarówno do Henryka Paszkowskiego (dowódcy komórki ZWZ/AK), jak i innych zapobiegliwych mieszkańców. Tak trafiały do samoobrony:  a to karabin typu mauzer, a to jakiś pistolet, dość często paczki nabojów, a nawet coś z medykamentów. Jednak na dwa miesiące ten kanał przerzutowy został zablokowany, po aresztowaniu Gienka Burczaka, którego trzeba było wykupić. Istniały i inne kanały pozyskiwania broni skrzętnie ukrywane, dzięki którym przybywało broni do wsi. Szlak przerzutowy prowadził przez Zieloną i Radomle.  Prawdopodobnie tą drogą były żołnierz WP Benek Sakowicz, zorganizował zakup pistoletu maszynowego.  Jednak broni maszynowej zdecydowanie brakowało, nie wspominając już o tej ciężkiej jak ckm czy nawet rkm.  Dowódcą samoobrony był ppor. Tadeusz Paszkowski  ps. "Jawor", który dość szybko powiększył stan liczebny oddziału samoobrony do wielkości plutonu, przyjmując do oddziału, uciekinierów z wcześniej zaatakowanych wsi. W ramach współpracy z por. Władysławem Czermińskim ps. "Jastrząb" który przybył do Zasmyk 17/18 lipca i stworzył lotny oddział partyzancki AK, rozpoczął ćwiczenia oddziału na oczach obserwatorów ukraińskich, pozorujące wzrost siły samoobrony. Przy braku ckm-u oddział na ćwiczeniach ciągał po atrapę, do złudzenia przypominającą ckm typu Maksim ( faktycznie był to przodek z kołami od grubera). Warto wspomnieć, że oprócz "Jawora" w Janówce było jeszcze kilu rezerwistów WP, jak kapral Józef Burczak ps."Chrobry" i kapral Bonifacy Sakowicz ps. "Słonecznik". Pokazowe ćwiczenia i przemarsze w pełnym uzbrojeniu  znacznie poprawiały samopoczucie mieszkańców. Oddział  samoobrony Janówki składający się z dwóch drużyn dowodzonych przez  wyżej wymienionych podoficerów, na początku składał się w większości z ludzi w słusznym wieku, można powiedzieć, że dorosłych, po tym wszystkim powiększył stan o napływającą  młodzież. Byli to uciekinierzy, często sieroty lub zagubieni podczas ucieczki. W domach znajdujących się na skraju wsi były dwie placówki. Jedna w domu Bogumiła Szarwiło, druga w zabudowaniach opuszczonych przez Ukraińca Moskaluka. Warty dzienne były dwuosobowe, nocne bardziej liczne, zależnie od stanu zagrożenia. Od połowy lipca 1943 r. do marca 1944 r. stan zagrożenia trwał nieustannie. 20 lipca patrole wysłane w teren zaobserwowały wzmożony ruch w okolicach Tahaczyna i Piórkowicz. Na skraju  Lityńskiego lasu, na wysokości Abramowca,  bulbowcy gromadzili liczne  oddziały zbrojne. Jak wynikało z zebranych informacji, z różnych stron powiatu kowelskiego i sąsiednich ściągnęli do tego rejonu co najmniej kilkuset swoich „striłciw. Ponoć atak był zaplanowany na  24 lipca i miał być skierowany głównie na Zasmyki, które swoimi poczynaniami niepokoiły Ukraińców. Cała samoobrona Janówki była w gotowości by w razie czego wesprzeć zaatakowanych. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że pokonanie samoobrony zasmyckiej oznaczało by również zagładę Janówki. Ukraińskie plany pokrzyżowali jednak, niespodziewanie Niemcy, wysyłając w teren patrole wojskowe celem

rozpoznania  przebiegu żniw które miały zagwarantować spływ obowiązkowych dostaw. Zaskoczyli uzbrojoną bandę ukraińską i będąc w przewadze rozpędzili ją. Niestety za ukraińską prowokację zapłacili Polacy mieszkańcy Abramowca koloni Radowicz. Niemcy spacyfikowali kolonię. Abramowiec został starty z powierzchni ziemi. W kolonii zamordowano 25 osób, a 2 zostały ranne. Następny stan pogotowia bojowego miał miejsce 31 sierpnia 1943 r. Zdecydowana większość członków samoobrony, nie miała pojęcia dlaczego już 30 sierpnia "Jawor" zarządził  ostry stan pogotowia dla wszystkich, wystawiając czujki w kierunku Piórkowicz. 31 sierpnia 1943 r. wszystkich na baczność postawiła ostra strzelanina w okolicy wsi Gruszówka. Wiadomość o zwycięskiej bitwie oddziału partyzanckiego "Jastrzębia" i oddziału "Grońskiego" ( chor. Tadeusza  Korony) z dwoma sotniami bulbowców oraz bandą zgromadzonego ukraińskiego chłopstwa, wyjaśniła całą sprawę. Tym razem to polscy partyzanci nie czekali na ukraiński atak, który miał nastąpić 1 września,  wyprzedzili tą akcję atakując dzień wcześniej. Tym bardziej, że Ukraińcy mieli na sumieniu tortury i mord na patrolu polskich partyzantów wysłanych do Julianowa za Turzyskiem. 18 sierpnia 1943 r. bulbocy ujęli tam Polaków i po przewiezieniu do Suszybaby, w okrutny sposób zamęczyli powiązanych drutem kolczastym: Jana Kwiatkowskiego ps. "Mak", Mieczysława Bednarka ps. " Mantel", Jarosza ( imię nieznane) ps. "Grab", Stupca (N) i Kościńskiego (N). Tylko dzięki aktowi desperacji uratowali się; dowódca patrolu kpr. Tadeusz  Krawiec „Kmicic” oraz Leszek Kędziorek „Szczepcio”. To jednak nie wszystko, bo 22 sierpnia 1943 r. w lesie Lityńskim, koło leśniczówki Gruszówka, bojówka ukraińska zamordowała 7 osób jadących furmanką z Radowicz (gm.Turzysk) do zasmyckiego kościoła, w tym Adama Bartoszewskiego, lat 63, jego żonę Weronikę (Rozalię), lat 55; Ludwikę Daszkiewicz, lat 59, oraz cztery osoby o nieustalonych nazwiskach. Zwłoki odnaleziono po 3 tygodniach od mordu. W tym dniu po południu zamordowano następnych 13 mieszkańców Radowicz wracających z kościoła w Zasmykach, m.in. Marię Kiełbasę z synem Marianem (Józefem); Rozalię Kułakowską, lat 49, Stanisława Malinowskiego, lat ok. 50 i jego żonę Anielę, lat ok. 45, Ewę Młynek, lat 13. Natomiast  23 sierpnia w kolonii Piórkowicze, gdy kilka rodzin powróciło do swoich zagród po żywność, zostali przez Ukraińców zamordowani: Koperska, lat 35, żona Michała, Koperska, żona Karola, lat 40 i ich córka Maria, lat 10, Piotr Kursa, lat 58, Bronisława Szarwiło, lat 36, Matylda Szarwiło, lat 30. Zwycięska bitwa pod Gruszówką, może nie ulżyła w cierpieniu tych co stracili bliskich, ale dała jednak nadzieję na przetrwanie, a ta była bardzo potrzebna. Niestety 6 września  dotarła wiadomość, że w Radowiczach Ukraińcy wymordowali tych Polaków co  wcześniej nie zdecydowali się na opuszczenie swoich gospodarstw. Zaraz po tym dotarły również  wieści o ponownym gromadzeniu się znacznych sił ukraińskich  za lityńskim lasem , co mogło oznaczać, że mają zamiar zaatakować Zasmyki i inne okoliczne wsie polskie. Tym razem akcją miał dowodzić sam "Rudyj" ( Jurij Stelmaszczuk dowódca grupy UPA "Turiw") który ściągnął tam trzy "Kurenie" ( kureń- oddział odpowiadający  polskiemu batalionowi) oraz zmobilizował okolicznych "siekierników". To już było bardzo poważne zagrożenie. Tym razem groziła zagłada nie tylko Zasmykom, ale Janówce, Stanisławówce, Batyniowi i Rodomlu. Te wsie były przepełnione uciekinierami z bardzo wielu wsi, wcześniej zaatakowanych. Polacy nie dysponowali dostateczna siłą mogącą sprostać  zgromadzonym siłom ukraińskim. Gdyby doszło do walki nawet desperacki opór samoobrony i oddziałów partyzanckich, nie dawał żadnej gwarancji obrony ludności cywilnej. Ta jednak nie była w pełni świadoma istniejącego zagrożenia, dowództwo nie informowało o tym obawiając się ogólnej paniki. Tak na prawdę nie było nawet dokąd uciekać. Znów "Jawor" w porozumieniu z "Jastrzębiem", zarządził stan ostrego pogotowia . Ukraiński atak był zaplanowany na 8 września, ale niespodziewanie 7 września w okolicy Radowicz  ponownie pojawiła się kompania Wermachtu, którą ostrzelali zaskoczeni bulbowcy. Walka nie trwała za długo, bo Niemcy zorientowali się, ze mają za małe siły i wycofali się do Kowla. Następnego dnia gdy Ukraińcy szykowali się do ataku na Polaków,  Niemcy przybyli ponownie, ale już  w sile batalionu i zaatakowali banderowców w rejonie Radowicz i Tuliczowa. Trzy wozy pancerne rozbiły najpierw sotnię UPA, która maszerowała już, by obejść Zasmyki od północy i uniemożliwić ludności polskiej ucieczkę do Kowla. Po kilkugodzinnej bitwie w której Niemcy użyli znacznych sił, rozproszyli i wyparli  zgrupowanie UPA w lasy Świniażyńskie. Sami natomiast  pozostali na zajętym terenie, tworząc polowe garnizony w Radowiczach, Tuliczowie i Kupiczowie, mające zabezpieczyć zbiory z pól i dostawę kontyngentów. Niemcy po raz drugi, przez przypadek, zapobiegli zagładzie polskich wiosek. Mieszkańcy nie tylko Janówki ale i pozostałych polskich wsi, z dusza na ramieniu przez dwa dni wsłuchiwali się w odgłosy walki i ulgą przyjęli oddalającą się kanonadę. Niemcy pozostając w terenie przyczynili się do prawie dwóch miesięcy względnego spokoju. Krytyczny dzień dla Janówki i jej samoobrony przyszedł jednak 25 grudnia 1943 r., czyli w święta Bożego Narodzenia. Na kilka dni przed wigilią do "Jawora" dotarły wiadomości o gromadzeniu się sił ukraińskich w Zadybach i Haruszy, prawdopodobnie w celu  napadu na Janówkę, właśnie z tej strony. Na naradzie ze swoimi podoficerami doszedł do wniosku, że jeśli to prawda, to atak może nastąpić w noc wigilijną. Ponieważ w Zasmykach i okolicy nie było żadnych polskich oddziałów partyzanckich, wszystkie były w Kupiczowie, postanowił wystawić na tą noc  wzmocnione posterunki wartownicze. Tego roku grudzień był śnieżny i mroźny, dlatego ważne były placówki z których wystawiano wartowników co najmniej na 200 metrów do przodu. Dlatego na placówce w domu  B.Szarwiło znalazło się 6 ludzi:  Stefan Frankowski, Stanisław Grochowski, Bonifacy i Stanisław Sakowicze ,Czesiek Lenkowski i Kazimierz Doliński. Na wartę wychodzili po dwóch, na zmianę, reszta spała na rozścielonej słomie w kuchni. Noc jednak przeszła spokojnie, dlatego rano wszyscy rozeszli się do domów. Na dzienną wartę przyszedł Józef Kwiecień, który po ogrzaniu się przy piecu wyszedł na przedpole placówki. Nie wiele czasu minęło, jak wpadł z powrotem z okrzykiem  "Niemcy". W tym samym czasie również w innych miejscach Janówki dostrzeżono tyralierę postaci w białych ochronnych strojach, podobnych do tych jakich używali żołnierze niemieccy, stąd to pierwsze wrażenie. Tym razem bulbowcy posunęli się do podstępu, udawali Niemców, bo wiedzieli o obowiązującym w polskiej partyzantce i samoobronie, rozkazie niepodejmowania walki z wojskiem niemieckim. ( Dowództwo AK miało na uwadze ewentualne represje na ludności cywilnej. ) Jak się potem okazało wjechali oni na wozach, przebrani za Niemców w sam środek wsi Radomle, powodując tym czynem wycofanie się samoobrony z pozycji obronnych. Dopiero wtedy ujawnili się, mordując i paląc niespodziewających się tego mieszkańców.  W tym samym czasie szeroka ława striłciw również udająca Niemców przetoczyła się przez Batyń, atakując półkolem Janówkę. Ukraiński podstęp i pora napadu, rzeczywiście zaskoczyły samoobronę. Mieszkańcy Janówki szykowali się do świątecznego śniadania. Powstała panika i wszyscy rzucili się do ucieczki, tylko w kilku miejscach obrońcy podjęli nierówną walkę. Jedynym sprzymierzeńcem okazał się dość głęboki śnieg, który opóźniał wkroczenie bulbowców do wioski. Niestety posiadali oni broń maszynową, w tym amunicję zapalającą, która to dość szybko doprowadziła  do zapalenia się wielu różnych budynków. Oddział samoobrony, może trochę bezładnie, ale jednak powstrzymywał zagony atakujących. Ukraińcy byli w znacznej przewadze, dlatego samoobrona polska została zmuszona do wycofania się z wioski, z której prawie wszyscy uciekli w kierunku Zasmyk. "Jawor" jednak opanował sytuację tworząc linię obrony na skraju wsi i przy pierwszych zabudowaniach Stanisławówki. Nie wykluczone, że obrońcy nie utrzymali by się tu zbyt długo, bo nie dysponując bronią maszynową, przy niewielkich zapasach amunicji do karabinów, musieli by dalej się wycofywać. Jednak sytuacja zmieniła się , ku zaskoczeniu wszystkich z chwilą pojawienia się posiłków samoobrony z Zasmyk. Zablokowali oni  ukraińskie skrzydło znajdujące się na wysokości wsi Piórkowicze.  W tym samym czasie na tyłach atakujących wzmogła się strzelanina, która bardzo zaniepokoiła atakujących bulbowców. Jak się potem okazał Ukraińców próbujących zlikwidować ostatnie punkty oporu w Radomlu, najpierw zaatakował z impetem niewielki, ale bitny oddziałek Józefa Malinowskiego stacjonujący w Lublatynie, złożony z ludzi którym Ukraińcy wymordowali całe rodziny. Następnie na tyły sił ukraińskich, od strony Zadyb, niespodziewanie uderzył oddział samoobrony polskiej sierż. Józefa Cienkusza „Liścia”,  przybyły z odsieczą ze wsi Zielona. Ukraińcy nie wiedząc co się dzieje wpadli w panikę i zaczęli się cofać. Również w tym czasie  od strony Piórkowicz z impetem wypadł  konny patrol  z kompanii  "Kani" ( por. Stanisław Kędzielawa ), która przebiła się przez siły UPA zgrupowane pod Kupiczowem.. ( Tam oddziały partyzanckie "Jastrzębia", "Sokoła" i "Łuna" rozbiły upowskie siły, blokujące drogę odsieczy dla  walczących wsi)  Bulbowcy uciekali w popłochu  z Janówki i Radomla do samej  rzeki Turii, gdzie dostali się pod ostrzał Niemców, którzy sądzili, że są przez nich atakowani. Z samoobrony  Janówki w czasie walki zginęli : :Stanisław Grochowski i Stefan Dulba, z  Zasmyk  Bolesław Gissyng, , oraz Antoni Romankiewicz z Radowicz..Czterech obrońców   zostało  rannych, Bonek Sakowicz, Antoni Kwiatkowski i, Kazimierz Daoliński i jeden z uciekinierów z innej wsi.  Z oddziału  partyzanckiego "Kani", który przybył z pomocą nikt nie zginął, to była już faza pościgu.  Z ludności cywilnej zginęła jedynie staruszka Lenkowska, która nie chciała uciekać. W  Janówce na zamarzniętym jeziorze doszło jednak do okrutnego mordu na co najmniej 25  uciekinierach z Batynia. Na terenie Janówki zginął ukraiński pop jadący za atakującymi bulbowcami, by odprawić w Zasmykach mszę dziękczynną za  zwycięstwo, którego tak bardzo byli pewni. Na saniach wiózł zrabowane  podczas napadu na polski kościół, ornaty rozpoznane przez uciekiniera  z Tatarskiego Brodu. Największą stratą było spalenie niemal połowy zabudowań wioski.Tak zakończył się rok 1943. W styczniu 1944 r. już było wiadomo, że lada dzień ponownie na tym terenie pojawią się wojska armii czerwonej, Niemcy powoli ale jednak zostali zmuszeni do cofania sie na zachód. 19 stycznia 1944 r. znów samoobrona Janówki została postawiona w stan ostrego pogotowia. Z Zasmyk do Janówki dotarły odgłosy strzelaniny. Wszyscy byli przekonani, że to  bulbowcy chcą wziąć odwet za niepowodzenie z grudnia. "Jawor" zarządził szybki marsz z odsieczą. Jak się potem okazało, prawie w trakcie walki, Zasmyki zaatakowała kompania wermachtu. Pomoc oddziału z Janówki zatrzymała Niemców, którzy doszli już do połowy wsi. Później z pomocą przybyła również samoobrona z Radomla. Potyczka trwała kilka godzin , zginęło kilku Niemców. Ostatecznie zostali zmuszeni do wycofania się i powrotu do Kowla. Całej sytuacji przyglądali się partyzanci, głównie z oddziału "Jastrzębia", gotowi w każdej chwili wkroczyć do akcji. Dowództwo oddziałów AK nadal nie chciało dekonspirować obecności na tym terenie sił  partyzanckich, skoncentrowanych w celu przeprowadzenia Akcji "Burza". Udziału w walce zabronił sam komendant Okręgu AK Wołyń płk  Kazimierz  Bąbiński ps. "Luboń" przebywający w tym czasie ze sztabem w Suszybabie. Dlatego należy wyraźnie podkreślić fakt, że to oddziały samoobrony odparły niemiecki atak na Zasmyki.           28 stycznia 1944 r. powołano do życia 27 Wołyńską Dywizję Piechoty, która niebawem wchłonęła samoobrony lokalne, w tym i z Janówki. Na bazie oddziałów samoobrony powstał  II/43 batalion "Siwego" ( por. Walerego Krokaya ), który wziął udział w walkach 27 WDP AK w ramach Akcji "Burza". Na zakończenie warto wymienić członków oddziału samoobrony Janówki. A byli to: Burczak Józef ps."Chrobry" ,Burczak Marian, Burczak Eugeniusz, Doliński Kazimierz ps."Szerszeń", Dulba Stefan ps. "Gołąb" (zg. 25.12. 1943 Janówka), Frankowski Eugeniusz  ( zginął na Polesiu ),Frankowski Stefan, Fundator Antoni (zg. 12.12. 1943), Goś Marian ( zg. 04. 1944  Stawki), Grochowski Stanisław ( zg. 25. 12. 1943 Janówka), Kwiecień Józef, Kwiatkowski Franciszek, Kwiatkowski Waldemar ps."Klucz", Kwiatkowski Władysław ( zg. podczas przeprawy przez Bug ), Kwiatkowski Edward,  Kwiatkowski Bolesław, Krawczak Jan  ps."Wiśnia" ,Kurzydłowski Eugeniusz ps."Mantel", Kurzydłowski Leopold-Poldek ( zg. Praga-Warszawa), Lenkowski Czesław ps. "Huragan", Mazur  Aleksander ps."Jaskółka", Markowski  N  ps."Sosna", Paszkowski Tadeusz ps."Jawor"- ppor. dowódca ,Paszkowski  Henryk, Paszkowska Aniela  - Sanitariuszka, Olszewski  N , Przybysz  Eugeniusz ( zg.05.1944.r.Polesie ), Romankiewicz Stanisław ps. "Kuna", Sakowicz Bonifacy ps."Słonecznik", Sakowicz Stanisław, Sakowicz Władysław, Szarwiło Bogumił ps."Dąb", Szymczak Stanisław. Stan osobowy oddziału ( plutonu) wynosił 36 żołnierzy, ale w grudniu 1943 r. znacznie się powiększył, bo zasilili go uciekinierzy z następnych miejscowości zaatakowanych przez Ukraińców w okolicach  Kowla a nawet spod Łucka. Takimi żołnierzami byli np. Konopka Jan ps."Ździebełko" który zginął 6.01.1944.r.pod Woroną,  Konopka Stanisław ps."Mikuła " i inni. Kilku z nich było wcześniej w oddziale  podchor. Tadeusza  Korony "Grońskiego" w Różynie, który został rozbrojony przez Niemców i osadzony w obozie w Kowlu. Wielu z nich uciekło i tak trafili do samoobrony.

Powyższe opracowanie powstało w oparciu o relacje bezpośrednich uczestników opisanych wydarzeń. A byli to między innymi: Kazimierz Doliński, Ryszard Romankiewicz, Bogumił Szarwiło., jak również notatki Józefa Turowskiego ps. "Ziuk" zbierane do "Pożogi".

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

PAMIĘTAJ PAMIETAĆ

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
509
Odsłon artykułów:
3742256

Odwiedza nas 541 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo