Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

  Dębska Anela z d. Sławińska—  Urodziła się 24 stycznia 1925r. w Kisielinie, gm. Horochów, woj. wołyńskie. Córka Antoniego i Stanisławy z d. Sidorowicz. Ojciec posiadał gospodarstwo rolne o powierzchni 20 ha. Brał udział w pierwszej wojnie światowej, najpierw jako żołnierz w wojsku rosyjskim, a po wybuchu rewolucji służył w legionach gen. Dowbór-Muśnickiego i z nim przebył cały szlak bojowy. Rodzeństwo: siostra Tumiła zam. Mojzess (1927-1987) i brat Alfons (1931- 1981). Do szkoły powszechnej uczęszczała w Kisielinie, którą ukończyła w 1939r. W tym okresie należała do szkolnego koła PCK i przeszła podstawowe przeszkolenie sanitarne. Została zapisana do Gimnazjum Handlowego w Sokalu. Wybuch wojny uniemożliwił jej naukę i więcej do szkół nie chodziła. Całe życie była samoukiem. Do lata 1943r. mieszkała z rodzicami w Kisielinie, pomagając w gospodarstwie. W okresie okupacji sowieckiej chodziła na mitingi i szkolenia polityczne, jako przedstawicielka rodziny, do czego zmuszała administracja. Podczas okupacji niemieckiej zaczęły się napady ukraińskich grup UPA. W niedzielę 11 lipca 1943r. nacjonaliści ukraińscy napadli na Kisielin, kiedy ludzie wychodzili z kościoła. Wraz z grupą osób schroniła się na plebanii. Napastnicy strzelali, a osaczeni ludzie bronili się zrzucaniem cegieł z rozbieranych pieców. Podczas dramatycznej obrony, która trwała 11 godzin, Aniela opatrywała rannych. Ciężko ranny został z-ca placówki ZWZ w Kisielinie Włodzimierz Dębski ps. „Jarema”, który wspomina: „najbardziej pomogła mi moja przyszła żona Anielka Sławińska. Z grubo złożonych gazet zrobiła tampon, przyłożyła pod krwawiącym kolanem i ciasno owinęła. To zatrzymało krwotok”. Przez całą noc, w miarę umiejętności, walczyła o jego życie. Była jedną z ostatnich osób, które opuściły miejsce obrony, pomagała w transporcie „Jaremy”, zawiadomiła jego rodziców. Po napadzie razem z rodziną schroniła się we Włodzimierzu. W miejscowym szpitalu zakaźnym, w okresie od X.1943 do II. 1944r. ukończyła kurs sanitarny prowadzony przez dypl. pielęgniarkę Antoninę (Ludwikę) Brzostowską (Brzustowska), ps. „Olga” i wstąpiła do konspiracji składając przysięgę przed lekarzem Ignacym Jakirą ps. „Butrym”. Przyjęła pseudonim „Maria”.

Na początku 1943 roku dochodziły do nas wiadomości, że we wschodnich powiatach Wołynia są mordowani Polacy. Mordercami byli Ukraińcy i ukraińscy nacjonaliści: „bulbowcy” i „banderowcy”. To było dosyć daleko od nas, ale nas to już niepokoiło. Tak się złożyło, że w tej samej miejscowości mieszkał Jerzy Krasowski, który był nauczycielem i oficerem wojska polskiego, o czym wiedział tylko mój ojciec. Krasowski uczył w ukraińskiej szkole matematyki i fizyki, ale jednocześnie był zaangażowany w konspirację i zawsze z moim ojcem rozmawiali o tych wszystkich sprawach, naszych polskich sprawach. Konspiracja na Wołyniu była słaba. Przede wszystkim w naszej miejscowości nie było żadnej broni. Zależało nam głównie na tym, żeby ludzie byli ze sobą umówieni, wymieniali pewne informacje. Wiadomo było na kogo można liczyć, na kogo nie. Miałem wtedy 19 lat, gdy zapisałem się na listę konspiracyjną i zostałem Iwanicze, pow. włodzimierski zaprzysiężony przez Jerzego Krasowskiego. Wykorzystywano mnie przede wszystkim do łączności z innymi miejscowościami, w których mieszkali nauczyciele, Polacy należący do konspiracji. Nieraz woziłem do nich jakieś meldunki, sprawozdania. Czasami nie wiedziałem co wiozłem. W ten sposób poznałem kilka osób z konspiracji. 6 stycznia 1944 r. Armia Czerwona przekroczyła przedwojenną granicę II RP pod Sarnami. Dowódca okręgu wołyńskiego AK pułkownik Kazimierz Bąbiński wydał rozkaz mobilizacji i koncentracji wszystkich oddziałów partyzanckich i konspiracyjnych w dwóch miejscach: na południe od Kowla i na północ od Włodzimierza. 20 stycznia 1944 r. przychodzi do nas łącznik z rozkazem: „Wyprowadzić batalion na południe od Kowla”.

„Grzmot” ( Roman Gos-red) oznajmił nam, że „Jastrząb” polecił mu zorganizować kilkuosobowy patrol, najlepiej żeby to byli chłopcy młodzi, sprytni, wytrzymali w marszu, znający dobrze wspomniane tereny. Jak już wcześniej pisałem, do tego patrolu zgłosiło się nas kilku. Byli to: Jerzy Oświecimski „Lubicz” ze wsi Turia, lat 20, Antoni Kata „Ketling” z kolonii Kowalówka, lat 23, Dobrowolscy: Zygfryd, lat 22, Hipolit, lat 19, obaj z Kowalówki, Jan Kuraj, lat 18, z Kowalówki, oraz piszący te słowa Henryk Kata, lat20, też oczywiście z Kowalówki. Dowódcą patrolu był sierżant „Grzmot”, lat 35. Jak zawsze przed wyruszeniem na patrol, sprawdzenie broni, amunicji, opatrunki, nóż lub bagnet, dawniej dochodził jeszcze suchy prowiant, o czym pozostało wspomnienie; zdani byliśmy na własną inwencję, kiedy i co będziemy jedli. Zbliżała się pora obiadu ( zupa „iihaha” na końskim mięsie). Cała nasza szóstka z „Grzmotem” po zjedzeniu obiadu zatrzymała się przed szałasem „Jastrzębia”. „Grzmot” poszedł do dowódcy zameldować patrol gotowy do zadania. Przez kilkanaście minut coś jeszcze uzgadniali, być może jakieś szczegóły poleceń. Wreszcie „Grzmot” wyszedł, dołączył do nas i bezszelestnie zapuściliśmy się w las. Opuszczając obozowisko nie zdawaliśmy sobie sprawy, że jest to nasz ostatni kontakt z oddziałem porucznika Władysława Czermińskiego „Jastrzębia”.

Okrążenie w lasach parczewskich 15 lipca 1944 r.

Niemcy rozpoczęli wielką akcję pacyfikacyjną p.k. „Wirbelsturm” („cyklon”) przeciw oddziałom partyzanckim zgrupowanym w rejonie lasów parczewskich. W akcji uczestniczyły jednostki zmotoryzowane i konne liczące w sumie około 9 tysięcy ludzi. Niemcy utworzyli trzy zgrupowania operacyjne: południowe - składające się z oddziału kawalerii SS-policji oraz kompanii ze szkoły policji w Trawnikach pod dowództwem kpt. Wallbrandta, nacierające od strony Trawnik; południowo-zachodnie w składzie: I zmotoryzowany batalion żandarmerii, 70 zmotoryzowany pluton żandarmerii, bateria dział i oddział policji z Trawnik pod dowództwem kpt. Kleingebiela, nacierające od strony Piasków Luterskich, Lublina i Lubartowa; północno-zachodnie w skład którego wchodziły: III batalion 25 pułku SS-policji, 71 i 72 zmotoryzowane plutony żandarmerii, szwadron SS-policji, grupy grenadierów i bateria dział pod dowództwem mjr. Lippmana, nacierające od strony Radzynia Podlaskiego, Wohynia i Wisznic. W końcowej fazie akcji z kierunku wschodniego wprowadzone zostały jednostki korpusu kawalerii kałmuckiej. W akcji brały udział również wydzielone jednostki Wehrmachtu.117 Celem akcji „Cyklon” było zniszczenie oddziałów partyzanckich znajdujących się w lasach parczewskich oraz przyległym do nich obszarze i zapewnienie w ten sposób bezpieczeństwa i swobody zaopatrywania wojsk grupy armii „Północna Ukraina”. Działaniami pacyfikacyjnymi objęto obszar o powierzchni ponad 750 km kw. Akcję rozpoczęto 15 lipca 1944 r. w znacznej odległości od skraju lasów parczewskich, która na kierunku południowym wynosiła około 40 km, a na kierunku północnym i zachodnim - 15-20 km.118

  Przejście Bugu Po udanej przeprawie przez Bug mjr „Żegoty” i 1 kompanii I/45 pp., po wschodniej stronie Bugu pozostał drugi rzut kolumny sztabowej pod dowództwem kpt. Tadeusza Klimowskiego „Ostoji” w składzie: 2 kompania I/45 pp., warszawska kompania saperów, kompania łączności i żandarmeria. Pododdziały stacjonowały w rejonie miejscowości Huta. Wysyłane w teren patrole bezskutecznie usiłowały uchwycić pozostałe dwie kolumny - „Kowala” i „Gardy”. W lasach miedniańskich obozowały sowieckie oddziały partyzanckie ze zgrupowania podległego płk. Mirkowskiemu, który był w stałym kontakcie z kpt. „Ostoją”. Płk Mirkowski interesował się losem polskiej dywizji i w rozmowach z kpt. „Ostoją” nakłaniał go do podporządkowania oddziałów polskich dowództwu sowieckiego zgrupowania. W meldunku nr 803 z dnia 4 czerwca 1944 r. kpt. „Ostoja” informuje o tym Centralę: „W akcji na lasy Szack brała udział IV dywizja niem[iecka]. Rozkaz przejścia za Bug przyszedł spóźniony. Tego rodzaju dep[esze] proszę nadawać jako ekspres. Mjr „Kowal” z trzema batalionami i kpt. „Garda” z dwoma przeszli za front. Po otrzymaniu dep[eszy] 130 nie zdążyłem ich zawrócić. Mjr „Żegota” przeszedł Bug 29.V., częściowo się przeprawił, częściowo robi próby płn. Włodawa. Miałem długą rozmowę z pułkownikiem NKWD z oddz[iału] part[yzanckiego] ze ... zadaniami Dzierżyńskiego; przed rozmową były starania ... których kusił karierą Berlinga. Sprawę postawił jasno, że mam do czynienia z organem NKWD będącym w stałej łączności z centralnymi władzami w Moskwie. W rozmowie zasadniczej z pułkownikami ustaliłem zasady współpracy naszej dyw[izji] z armią sowiecką i konieczność podporządkowania się gen. Berlingowi. Wyraziłem obawę by w stosunku do naszych oddz[iałów], które już przeszły front nie wywierano presji.

        Sytuacja na Wołyniu była coraz trudniejsza. Widząc, że nasza Dywizja nawiązała współpracę z rosyjskimi oddziałami partyzanckimi oraz z jednostkami armii sowieckiej, Niemcy utworzyli potężne zgrupowanie wojsk. Trzon oddziałów atakujących stanowiły 4 i 5 Dywizja Motorowo - Pancerna SS Viking, 2 Dywizje Piechoty, Dywizja Węgierska, Policja Ukraińska, Żandarmeria, artyleria i Dywizjon Lotnictwa. Z Niemcami współpracowali Upowcy. W niektórych niemieckich nalotach na nasze i rosyjskie jednostki uczestniczyły formacje, składające się z ponad 50 samolotów bombardujących szczególnie Sztukasów. Biorąc pod uwagę stan osobowy naszej Dywizji (ponad 6000 ludzi posiadających broń lekką, bardzo mało granatników, kilka armatek z niewielką liczbą pocisków, mało granatów ręcznych) sytuacja nasza była bardzo niekorzystna. Ofensywa sowiecka utknęła w bagnach poleskich za rzekami Prypeć i Turia, 40 km od naszych stanowisk. Fatalne warunki pogodowe spowodowały braki w dostawach amunicji dla oddziałów sowieckich. Nie było żadnych działań sowieckiej broni pancernej. Tak wyglądała sytuacja na linii frontu, który utknął za naszymi plecami.

        Nasza Dywizja znalazła się w okrążeniu w niedużej odległości od linii frontu. Mimo obecności na naszym terenie oddziałów partyzantki sowieckiej, a także dwóch pułków Kawalerii Gwardii 54 i 56 z 14 Dywizji Kawalerii, nie było żadnej pomocy ze strony sowieckiej - szczególnie osłony lotniczej przed ostrzałem ciężkiej artylerii. Naszą Dywizję, a także wszystkie jednostki sowieckie, które znalazły się w tym okrążeniu, przeznaczono na zagładę. Nasze dowództwo w porozumieniu z dowództwem w Warszawie nie wyraziło zgody na wcielenie naszych oddziałów do Ludowego Wojska Polskiego. Staliśmy się, zatem wrogami Sowietów.

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

PAMIĘTAJ PAMIETAĆ

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
509
Odsłon artykułów:
3798847

Odwiedza nas 281 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo